Paweł Pawlikowski znów dał o sobie głośno znać na arenie międzynarodowej. Jury 79. Festiwalu Filmowego w Cannes przyznało mu nagrodę za reżyserię filmu Ojczyzna (Fatherland). To kolejny wielki sukces polskiego kina — i kolejny powód, by przypomnieć sobie, że literatura i film od zawsze chodzą w parze.
Fabuła Ojczyzny wyrasta wprost z literackiej historii. Film śledzi podróż Tomasza Manna — jednego z najważniejszych prozaików XX wieku, noblisty i autora Czarodziejskiej góry czy Buddenbrooków — oraz jego córki przez powojenne Niemcy w 1949 roku. To opowieść o pamięci, tożsamości i rozrachunku z przeszłością; tematy, które Mann eksplorował przez całe życie w swoich powieściach, Pawlikowski przeniósł teraz na ekran z właściwą sobie precyzją i powściągliwością.
Produkcja powstawała w Niemczech, Włoszech i Polsce. Polskie zdjęcia kręcono m.in. w studiu Wytwórni Filmów Fabularnych we Wrocławiu oraz w wielu innych miejscach na Dolnym Śląsku — na ekranie zobaczymy między innymi słynny Zamek Kliczków.
Dla Pawlikowskiego to już trzecia wielka nagroda na tym poziomie. Dwanaście lat temu jego Ida zdobyła Oscara dla najlepszego filmu nieanglojęzycznego. Osiem lat temu Zimna wojna przyniosła mu nagrodę za reżyserię właśnie w Cannes. Sobotni laur sprawił, że dołączył do bardzo wąskiego grona — razem z Andrzejem Wajdą i Jerzym Skolimowskim — polskich filmowców nagrodzonych co najmniej dwukrotnie w konkursie głównym canneńskiego festiwalu.
Pawlikowski potwierdził, że jest jednym z najlepszych „towarów eksportowych" w historii polskiej kinematografii — pisała o nim „Rzeczpospolita".
Dla czytelników i miłośników literatury Ojczyzna to szczególna propozycja. Film nie jest adaptacją żadnej konkretnej powieści Manna, ale — jak to bywa u Pawlikowskiego — wyrasta z głębokiego szacunku dla słowa pisanego i historii intelektualnej Europy. To kino, które skłania do sięgnięcia po książkę: czy to po Doktora Fausta po biografię pisarza, czy po wspomnienia jego dzieci.
Datę premiery w polskich kinach nie ogłoszono jeszcze oficjalnie. Warto jednak już teraz odświeżyć lekturę Tomasza Manna — i być może wrócić też do poprzednich filmów Pawlikowskiego, które są dostępne na platformach streamingowych.