Jedność - Dzień dziecka
Gabriel Leonard Kamiński " Kiedy śpiewał Cohen", zdjęcie: Małgosia Szeruga

Gabriel Leonard Kamiński " Kiedy śpiewał Cohen", zdjęcie: Małgosia Szeruga

Gabriel Leonard Kamiński "Kiedy śpiewał Cohen" - premiera na 23. Wrocławskich Targach Dobrych Książek

Udostępnij

Oficyna Wydawnicza ATUT zaprasza 8 grudnia, o godz. 16.00 do Sali Cesarskiej (Hala Stulecia) na promocję nowej książki poetyckiej Gabriela Leonarda Kamińskiego pt. "Kiedyś śpiewał Cohen". Partnerem wydawniczym tomu jest Wrocławski Program Wydawniczy.

Spotkanie poprowadzi Leszek Budrewicz

Nota o książce:

W swoim najnowszym tomiku Gabriel Leonard Kamiński próbuje opowiedzieć własną historię edukacji muzycznej, a także swojego  pokolenia widzianej przez pryzmat ówczesnej kultury młodzieżowej, a może nawet bardziej sub młodzieżowej. Urodzony w tysiąc dziewięćset pięćdziesiątym siódmym pamięta wczesne lata sześćdziesiąte, kiedy to w wielu mieszkaniach komunalnych zainstalowano głośniki, czyli rodzaj domowego radiowęzła przez, który PRL-owska władza oprócz komunikatów o alarmach przeciwlotniczych, bombowych, atomowych nadawała ludyczną muzykę dla mas pracujących. Począwszy od Zespołu Śląsk i Mazowsze, po Orkiestrę Włościańską im. Karola Namysłowskiego, a także kapele ludowe. Jedynym akcentem miejskim były piosenki Tadeusza Chyły czy Marii Koterbskiej "Wrocławska piosenka", znana wszystkim z refrenu "Mkną po szynach niebieskie tramwaje przez wrocławskich ulic sto..."

Od Autora:

Pierwszą płytę "dwójkę" Czerwonych Gitar i epkę zespołu Bizony nagraną z aborygeńskim wokalistą kupiłem w tysiąc dziewięćset sześćdziesiątym siódmym. Matka Anna kupiła sobie płytę Mieczysława Fogga, a do tego adapter Bambino 2, bez którego nie moglibyśmy odtwarzać tych winyli. Potem już poszło z górki, dyżurowałem co parę dni przy stoisku muzycznym Składnicy Księgarskiej i sklepie płytowym przy pl. Kościuszki we Wrocławiu. Tu można było upolować płyty z ościennych demoludów: Eterny, Supraphonu czy Hungarotonu. Pierwsza Omega i Lokomotiv GT, to był istny szpan na domowych prywatkach.

Słuchając Takie ładne oczy
Czerwonych Gitar, chciałem
swoje oddać niewidomemu

Wracałem z harcerskiej zbiórki, za ścianą
ktoś puszczał bez przerwy Takie ładne oczy
Czerwonych Gitar. Nie wiedziałem już, czy jestem
Niewidzialną Ręką, Robin Hoodem, czy może
rycerzem Ivanhoe. Kochałem bezgranicznie ludzi
i moje życie. Oddałbym własne oczy, gdyby zdołały
przywrócić wzrok niewidomemu. Słyszałem
o królu Learze, ślepy, a wszystko widział i słyszał.
Na przemian zamykałem je i otwierałem, świat gasł
i powracał w zamgleniu, w końcu nie wiedziałem,
czy to ten sam, czy ukryty jest w nim jeszcze inny,
nieznany mi świat. Wtedy uznałem, że niewidomi
mają ciekawsze życie wewnętrzne, nie lubiłem
tylko białej laski, była bez twarzy, stukała
obco o bruk, jak refren piosenki, który namawiał
do topienia się w zimnym stawie. Nie cierpiałem wody,
latem i zimą kapała z sufi tu, przeskakiwałem
brudne plamy. Wtedy postanowiłem, że nie oddam oczu
nikomu, nawet za całe królestwo.
5.07.2019

Potem nastąpił przełom, w tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym trzecim zostałem zabrany przez Stasza Berowskiego, ówczesnego narzeczonego mojej ciotecznej siostry Isi na "Jazz nad Odrą". Dostałem hippisowską koszulkę i dwieście zlotych od matki na zakupy. Starsi ode mnie miłośnicy jazzu traktowali mnie jak równego sobie. Częstowali mnie "Sportami", a jak ich "Klubowymi", które podebrałem matce. Staszek polecił mi promowaną właśnie na koncercie płytę Tomasza Stańki "Music for K". i "Michał Urbaniaks' Group". Byłem świadkiem koncertu Mieczysława Kosza, Zbigniewa Seiferta, a także debiutu grupy Laboratorium. Na ekranie w Hali Ludowej wyświetlano filmy eksperymentalne Witolda Giersza, Jana Lenicy, Mirosława Kijowicza, Waleriana Borowczyka, do muzyki Komedy.

Music for K Tomasza Stańki
– to było o mnie


Siedziałem w kinie Przodownik, oglądając
Tragedię Makbeta Polańskiego. Mroczny film
nakręcony po śmierci Sharon Tate zdominowała
scena czterech czarownic gotujących w kotle
przepowiednie, woda krwawiła, ich splątane włosy
przypominały pokręcone solówki Stańki. Sztruksowe
dzwony przygwoździły mnie do fotela, jednym uchem
słyszałem Stańkę – odtwarzałem go cały poprzedni wieczór –
drugim łowiłem trupi bulgot gotującej się wody.
Jego trąbka cięła ekran ostrymi riff ami. Byłem gotowy
wskoczyć do środka ekranu, jego biel oślepiała.
Nigdy bym nie przypuszczał, że moja wrażliwość
na kolory pociągnie za sobą rozdwojenie
jaźni, u brzegów której spotkają się
Polański, Stańko i Komeda.

7.07.2018

Po tych jazzowych otrzęsinach kupowałem płyty grupy "No to co", Marka Grechuty, Marka Ałaszewskiego "Mrowisko", czy Czesława Niemena, Tadeusza Woźniaka. W międzyczasie zacząłem pisać wiersze i uczęszczać od tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego drugiego na spotkania Koła Młodych Poetów przy wrocławskim oddziale Związku Literatów Polskich. Idąc wrocławskim Rynkiem wiosną tysiąc dziewięćset siedemdziesiątego czwartego roku zobaczyłem przed sklepem muzycznym Domu Książki "Pro musica" długą kolejkę. Stanąłem i ja. Nie pytałem nikogo po co stoją, gdyż wydedukowałem, że to musi być jakaś atrakcyjna nowość. Kiedy doszedłem do lady stos płyt z "Kosmogonią" Pendereckiego zmalał, a ja stałem się jej szczęśliwym nabywcą. Co prawda nie był to wstęp do poematu Richarda Straussa "Also sprach Zarathustra" z filmu Kubricka "Odyseja 2001", ale nawet moja rodziciela polubiła z czasem jej fragmenty.

Kosmogonia Pendereckiego
zastępuje mi kosmos


Po przesłuchaniu Stańki Music for K cały byłem free,
czułem, że sztuka to eksperyment z ziemską i nieziemską
symboliką, z materią słowa, samym sobą, wszechświatem,
ideologią i pustosłowiem jałowego życia. Czas uciekał mi
spod nóg, szamotałem się z własnymi słabościami, kiedy
kupiłem płytę Pendereckiego Kosmogonia. Matka stwierdziła,
że jego awangardowa muzyka przy jazgocie trąbki Stańki
to jak niebo a ziemia, ale w końcu i Kopernik za pomocą
drewnianego astrolabium obalał porządek świata. Niebo
w tysiąc dziewięćset siedemdziesiątym czwartym było
jasne, przez tydzień nie spadła żadna gwiazda, podobno
to na cześć Łajki, która zmarła z przegrzania po siedmiu
godzinach lotu. Rzekomo cierpiała na klaustrofobię, „Prawda”
podała, że to przez niedobór tlenu. Na jej cześć tak długo
zanurzaliśmy głowy w wodzie, jak tylko mogliśmy
bez powietrza ustać na nogach. Był środek Gierka,
sąsiedzi lakierowali drewniane boazerie, wdychaliśmy opary,
matka powtarzała bez przerwy, że tak zaczynają narkomani.
Kiedy kręciło mi się w głowie, kładłem się na podłodze,
włączałem Kosmogonię i zamykając oczy,
orbitowałem gdzieś między kuchnią a przedpokojem,
starając się nie stracić z oczu tego kawałka nieba,
w którym narodził się święty spokój.

1.08.2019

Moją pierwszą zagraniczną płytą był longplay Boba Dylana "John Wesley Harding", którą nagrał tuż po swoim wypadku motocyklowym. w stylistyce podobnej do stylu country. Był rok tysiąc dziewięćset siedemdziesiąty ósmy. Jeździłem na różne konkursy poetyckie: Świdwin, Poznań, Kraków, Warszawa. Nosiłem "dzwony" sztruksy, na nogach studenckie welury. Odsiadywałem drugi rok czwartą klasę w IV LO przy Świstackiego. System PRL-owski chciał mi coś udowodnić, a mnie się sypał wąs. Byłem wolny i niezależny na długo przed Solidarnością. Przedtem posadzili mnie w ósmej, dla przykładu, żeby pokazać innym, że system jest ponad wszystko., Nie udało się. Pisałem i wygrywałem konkursy, drukowałem w prasie literackiej  i antologiach. Szedłem naprzód, nie bardzo wiedząc jeszcze, gdzie zajdę. Czy według mickiewiczowskiej strofy - do celu, czy do celi?

Słuchając John Wesley Harding
Boba Dylana

Słyszałem, jak siłujesz się z kawałkiem zmrożonego mięsa,
tłuczek wbijał się między nuty Dear Landlord a
The Ballad of Frankie Lee and Judas Priest, sąsiadka
z parteru włączyła suszarkę do włosów, próbując zagłuszyć
jego ochrypły głos i swoją starość. Bujałem się
w fotelu, odrywając nogi od podłogi, przez moment
całkowicie bezbronny zawisałem w powietrzu.
Mogłaś mnie wyrzucić przez okno jak te długie
siwe włosy kobiety z parteru; nawet nie zauważyłem,
że tak długo żyje. Mówiłaś: po włosach poznasz
wiek każdego człowieka, a ja ci mówię,
że wszystko ma podwójne znaczenie, nawet włosy
zaplecione w warkocz. Do dzisiaj się bałem
kobiety z parteru ukrywającej twarz
w rozpuszczonych włosach. Teraz wiem, że
to tylko głos Dylana splątał się z jej życiem.

6.06.2018

W końcu pozbyli się mnie ze szkoły wypychając z maturą w świat w tysiąc dziewięćset siediemdziesiątym dziewiątym. Robotnicy powoli wstawali z kolan, czuło się w powietrzu zapach denaturatu z powielaczy, na przystankach leżała "Bibuła". Pułki nie były jeszcze puste, ale podzielone je, na te na "kartki" i te "komercyjne". Nowy świecki święty Komercjusz rządził w Delikatesach lub Konsumach. Dolar kosztował dziesięc złotych, a nowa płyta Dylana "Desire" w komisie 5 tys złotych. To były dwie pensje mojej matki. Polityka powoli zastępowała kulturę, a kultura stawała się coraz częściej polityką.

Jeźdźcy burzy jako lekarstwo

Słuchając w radiowej Trójce Jeźdźców burzy
Jima Morrisona, trzymałem mokry ręcznik na głowie,
przykładałem lód do czoła, krwotoki z nosa
nawiedzały mnie z samego rana, miałem wolne,
szkoła cierpliwie czekała na mnie za rogiem.
Nie wiedziałem, czy będę żył, dlatego mama
pozwalała mi na wszystko, byłem królem
na naszym poddaszu, otwierałem radio
na cały regulator, chciałem ogłuszyć ciszę.
Nie lubiłem, kiedy siadywała naprzeciw mnie.
Jeźdźcy burzy rozsadzali ściany
i moje bębenki, sąsiedzi myśleli,
że to wojna, robili zapasy, uszczelniali okna,
tylko Morrison zachrypniętym głosem śpiewał
„nasze życie nigdy się nie skończy”,
uwierzyłem w każde jego słowo,
za parę dni wyzdrowiałem.


25.06.2018

Czas: 8 grudnia, godz. 16.00

Miejsce: Hala Stulecia, Sala Cesarska


Komentarze

Komentując naszą treść zgadzasz się z postanowieniami naszego regulaminu.
captcha

Poinformuj Redakcję

Jeżeli w Twojej okolicy wydarzyło się coś ciekawego, o czym powinniśmy poinformować czytelników, napisz do nas.

Twoich danych osobowych nie udostępniamy nikomu, potrzebujemy ich jedynie do weryfikacji podanej informacji. Możemy do Ciebie zadzwonić, lub napisać Ci e-maila, aby np. zapytać o konkretne szczegóły Twojej informacji.

Twoje Imię, nazwisko, e-mail jako przesyłającego informację opublikujemy wyłacznie za Twoją zgodą.

Zaloguj się


Zarejestruj się

Rejestrując się lub logując się do Portalu Księgarskiego wyrżasz zgodę na postanowienia naszego regulaminu.

Zarejestruj się

Wyloguj się