Rynek ksiązki
Odpowiedź Dariusza Jaworskiego, dyrektora Instytutu Książki na artykuł Gazety Wyborczej

Odpowiedź Dariusza Jaworskiego, dyrektora Instytutu Książki na artykuł Gazety Wyborczej

Odpowiedź Dariusza Jaworskiego, dyrektora Instytutu Książki na artykuł Gazety Wyborczej

Udostępnij

Odpowiedź Dariusza Jaworskiego, dyrektora Instytutu Książki, na tekst Michała Olszewskiego pt. „Fucha życia dyrektora Instytutu Książki”, zamieszczony w „Gazecie Wyborczej” w dniu 25 lutego 2019 r.

Zamieszczony w poniedziałek 25 lutego br. w „GW” tekst Michała Olszewskiego „Fucha życia dyrektora Instytutu Książki” jest kolejnym przykładem na nierzetelność i nieuczciwość tego medium. Zbudowany z półprawd, insynuacji, przemilczeń niewygodnych faktów oraz nieprawdziwych informacji artykuł manipuluje odbiorcą, kreśląc mój obraz jako osoby nie tylko niekompetentnej, ale i nieuczciwej.

Metoda deprecjonowania i dezawuowania osoby, a przez to i dokonań kierowanej przez nią instytucji jest stosowana przez dziennikarzy „GW” od momentu powołania mnie na stanowisko dyrektora IK. Zdążyłem się już przyzwyczaić do tego, że literówka w nazwisku pisarza podczas prezentacji przeprowadzonej w Londynie przez jednego z pracowników Instytutu jest fascynującym tematem, a uruchomienie programu, dzięki któremu każde urodzone w Polsce dziecko otrzymuje wyprawkę czytelniczą nie zasługuje nawet na drobną wzmiankę.

Parafrazując więc pewną niechlubną postać historyczną, można by powiedzieć, że stukrotne przemilczenie przez „GW” niepasującego jej do prowadzonej narracji faktu czyni ten fakt niebyłym. A stukrotne zastosowanie w ocenie niewygodnych dla „GW” osób poetyki insynuacji i manipulacji czyni te osoby nieuczciwymi.

Poniżej, krok po kroku, pozwalam sobie na ukazanie owych nieprawdziwych informacji, półprawd oraz manipulacji dokonywanych przez redaktora Michała Olszewskiego w jego artykule. Niech Szanowny Czytelnik sam wyciągnie wnioski.

 

1.

Już lead tekstu zawiera jedną nieprawdę i jedną manipulację. Jak na trzy zdania, to nie lada osiągnięcie. Michał Olszewski pisze: Dariusz Jaworski podczas kończącej się kadencji szefa Instytutu Książki dokonał naruszeń dyscypliny finansów publicznych. Urzędnicy chcieliby dla niego nagany. Minister kultury dał mu nagrodę roczną.

Nieprawdą jest, że dokonałem naruszeń dyscypliny finansów publicznych, gdyż w tej sprawie dopiero toczy się postępowanie przed Komisją Orzekającą przy Ministrze Finansów (nie sądem!). Żadne orzeczenie w tej sprawie nie zostało dotąd wydane. Obowiązuje więc zasada domniemania niewinności, która – jak widać – dla redaktora Olszewskiego nie ma znaczenia.

Manipulacją z kolei jest insynuacja, iż nagroda roczna została przyznana za… naruszenie prawa. Jest to stary argument erystyczny, który łączy związkiem przyczynowo - skutkowym fakty, które takiego połączenia nie mają. Otóż, toczące się postępowanie dotyczy roku 2016, za który nagrody nie otrzymałem, a wspomniana nagroda została przyznana przez Premiera Piotra Glińskiego za pracę w 2017 r. O tych faktach red. Olszewski został poinformowany przez Rzecznika IK – celowo je pominął czy może nie zrozumiał tych urzędniczych zawiłości?

2.

Red. Olszewski napisał: Żeby znaleźć powód do odwołania, Gliński wysłał do IK trzy kontrole: ZUS, ministerstwa i Fundacji Republikańskiej. Tu znowu mamy do czynienia albo z zatrważającą niewiedzą, albo z kłamstwem. Kontrola ZUS miała charakter rutynowy i niezależała od woli Ministra. Z kolei wnioski z audytu zleconego Fundacji Republikańskiej zostały sformułowane 25 kwietnia 2016 r., a więc już po odwołaniu Grzegorza Gaudena (01.04.2016 r.). Poza tym, Premier Gliński nie musiał „szukać powodów do odwołania”, bo takowe dała mu już kontrola zlecona przez poprzedniego Ministra, prof. Małgorzatę Omilanowską (z koalicji PO – PSL), z której to kontroli wnioski sformułowano 3 września 2015 r., czyli jeszcze przed wyborami.

Podawanie nieprawdy czy manipulacje nie są jednak tu najważniejsze. Istotniejsze jest bowiem świadome pominięcie przez red. Olszewskiego zasadniczego faktu, który w innym świetle – niżby to chciał widzieć dziennikarz „Wyborczej” – stawia Grzegorza Gaudena.  

Tymczasem fakty są takie: mój poprzednik został odwołany przez Ministra Kultury ze stanowiska dyrektora IK z powodu naruszenia przepisów prawa, stwierdzonych w wyniku dwóch kontroli Ministerstwa Kultury: z dnia 3 września 2015 r. oraz z dnia 16 marca 2016 r. Grzegorz Gauden odwołał się od tej decyzji do sądu pracy i wniósł o zasądzenie od Instytutu Książki odszkodowania. W 2018 r. Sąd potwierdził jednak w całej rozciągłości zasadność decyzji Ministra. Potwierdził ją również sąd odwoławczy 7 lutego br. Tym samym wyrok jest prawomocny!

W wyniku wskazanych ministerialnych kontroli, Grzegorz Gauden został również dwukrotnie prawomocnie uznany za winnego naruszenia dyscypliny finansów publicznych (orzeczenia z 2016 r. oraz 2017 r.) – wbrew temu co sugeruje red. Olszewski.

Próżno jednak tych informacji szukać na łamach „GW”, za to można było przeczytać opublikowany kilka dni później tekst o odszkodowaniach dla dwóch dyrektorów zwolnionych z innych instytucji.

Być może to zwykłe przeoczenie lub przypadek, tak jak pewnie „przypadkiem” jest zbieżność terminu przegranej sprawy z terminem ukazania się artykułu w „GW”.     

3.

IK próbował m.in. zainteresować świat książką „Dżihad i samozagłada Europy” Pawła Lisickiego, twórczością czołowego poety smoleńskiego Wojciecha Wencla czy prozą Bronisława Wildsteina. Instytut pod jego przewodnictwem zaliczył kompromitującą wpadkę na targach w Londynie – angielscy wydawcy podczas pełnej błędów prezentacji dowiedzieli się, że mają „moralny obowiązek” wydawania polskiej literatury – napisał M. Olszewski. Trudno to skomentować bo odnoszę wrażenie, że musiałbym dyskutować z (zawężającymi perspektywę oglądu rzeczywistości) idiosynkrazjami Pana redaktora, które niewiele wnoszą do debaty. Sarkazm (najłagodniej to ujmując) M. Olszewskiego utwierdza mnie tylko w przekonaniu, że próba zainteresowania zagranicznych wydawców twórczością tych autorów była słuszną decyzją. Podobnie jak i co roku promowanie kilkudziesięciu innych twórców, ale o tym Redaktor „GW” (również pisarz) już nie wspomina.

A tak na marginesie: działania IK wobec wspomnianych twórców przyniosły już pozytywny skutek w postaci kilku tłumaczeń i kilku wydanych lub zaplanowanych do wydania książek. I co ciekawe: nikt do tego tłumaczy i wydawców nie zmuszał. Chyba że sami lubią pieniądze wyrzucać w błoto?

Sarkazm przynosi rezultaty, gdy opiera się na prawdziwych przesłankach. Kiedy jednak zbudowany jest na nieprawdzie – kompromituje autora. Rzekoma „wpadka” (wspomniane już literówki w prezentacji) nie odbyła się na londyńskich targach tylko kilka miesięcy wcześniej podczas spotkania z wydawcami, które odbyło się w stosunkowo wąskim gronie. No, ale kto by się przejmował takimi szczegółami.

4.

Red. Olszewski pisząc: Przy IK działa również komisja opiniująca wnioski o ministerialne dotacje na festiwale i projekty wydawnicze znowu mija się z prawdą. Komisja działa nie przy IK tylko przy Ministrze, bo jest to program Ministra, a nie program Instytutu. Okazuje się jednak, że ten drobny przejaw ignorancji nie ma znaczenia w kontekście lansowanej tezy. Trochę nieprawdy, to nie jest przecież… nieprawda.

5.  

Pisząc o skierowanych wobec mnie zarzutach o naruszenie dyscypliny finansów publicznych red. Olszewski nazywa je „miażdżącymi”. Owszem, przymiotnik robi wrażenie. Aby swoją opinię wzmocnić, Dziennikarz odwołuje się do autorytetu: przytacza zdania zastępcy rzecznika dyscypliny finansów publicznych, w których roi się od słów „liczne”, „znaczące”, „w znacznym stopniu”. Mojej i ministerialnej argumentacji poświęca tylko jedno zdanie, mimo że otrzymał obszerne i gruntowne wyjaśnienia zarówno z MKiDN (łącznie z broniącym mojej decyzji listem Ministerstwa do Izby Administracji Skarbowej), jak i z IK. Z jego artykułu mamy się dowiedzieć (mimo że orzeczenia nie ma!), że dyrektor dokonał naruszeń dyscypliny finansów publicznych. Aby zasłonić manipulację, używa się przymiotników. A żeby wzmocnić argument, oprócz przymiotników używa się… analogii.

Konia z rzędem temu, kto z tekstu red. Olszewskiego dowie się, jakie (prawomocne!) zarzuty postawiono Grzegorzowi Gaudenowi. Niemniej jednak fałszywa analogia użyta przez Redaktora, każe nam domyślać się, że były to takie same zarzuty, jakie postawiono mi!

W Czytelniku ma wytworzyć się przekonanie (jak wykazałem bezzasadne), że Gaudenowi i Jaworskiemu postawiono te same zarzuty, tylko że Gaudena za nie zwolnili, a Jaworskiemu dali nagrodę.

Tymczasem toczące się postępowanie dotyczy umowy, którą IK zawarł na wykonanie zadania pn. „Utworzenie i prowadzenie biblioteki cyfrowej (…)”. Umowa przewidywała, że jedynie realizacja etapów I i II została zaplanowana na 2016 r. Kwota wynagrodzenia przysługująca wykonawcy z tytułu realizacji tych dwóch etapów została określona na łączną kwotę 300.000 zł, a więc na kwotę zgodną z planem finansowym na 2016 r. Na etapie zawierania umowy na wykonanie tego zadania Instytut Książki miał zapewnione finansowanie wydatków w 2016 r. z dotacji celowej Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego w kwocie 300.000 zł. Na kolejne lata finansowanie wydatków było zapewnione z przychodów własnych Instytutu Książki lub z dotacji podmiotowej. Przy tym przepisy ustawy Prawo zamówień publicznych wprost przewidują, że zamawiający ma prawo zawierać umowy kilkuletnie. Nie doszło zatem do naruszenia Ustawy o odpowiedzialności za naruszenie dyscypliny finansów publicznych

Skomplikowane? Przyznaję, że nie jest to proste. Nie zwalnia to jednak dziennikarza z powinności zrozumienia tematu, a następnie uczciwego i prostego jego przedstawienia.

6.

Michał Olszewski zadał IK ponad 30 pytań, nieco mniej Ministerstwu. Na wszystkie otrzymał wyczerpujące odpowiedzi. Pytania te układały w pewną tezę. Jaką? Jaworski jest nie tylko że niekompetentny, ale i w dodatku cwaniak. I co ciekawe: wszystkie argumenty, które nie pasują do tej tezy, zostały przez Redaktora pominięte.

Poniżej przytaczam odpowiedzi (lub ich skróty) na postawione w tekście pozostałe zarzuty oraz odpowiedzi (czasami wraz z kontekstami) na pytania, które nie pasowały do tezy M. Olszewskiego.

  • Zarzut łączenia funkcji dyrektora i radnego

Końcowa część odpowiedzi przekazanej red. Olszewskiemu: Dyrektor Jaworski brał udział w pracach Rady Miasta Poznania poza godzinami pracy w Instytucie Książki (wykorzystując swój nienormowany czas pracy). W tej sytuacji nie musiał brać urlopu bezpłatnego; zachował też prawo do wynagrodzenia.

Red. Olszewski w sensacyjnym tonie napisał: Jak udało się ustalić „Wyborczej”, na czas pracy w Poznaniu nie brał urlopu (…).

  • Zarzut dotyczący używania karty taksówkowej.

Odpowiedź przekazana red. Olszewskiemu: Instytut Książki posiada służbową kartę korporacji taksówkowej EleTaxi do rozliczeń bezgotówkowych. Za zgodą Dyrektora w celach służbowych korzystają z niej pracownicy Instytutu. Dariusz Jaworski korzysta z niej okazjonalnie w tzw. dniach delegacyjnych; wtedy też o te dni obniżana jest wartość ryczałtu samochodowego. Za okres od 4 kwietnia 2016 r. do 31 grudnia 2018 r. łączny koszt tych przejazdów dla wszystkich pracowników, którzy korzystali z karty wyniósł 5.517,88 zł.

Zarzut otrzymywania comiesięcznego ryczałtu w wysokości 700 zł na korzystanie z samochodu prywatnego do celów służbowych

Zarzut jest nieprawdziwy. Miesięczna kwota to 585,06 zł brutto, pomniejszana o urlopy, zwolnienia i tzw. dni delegacyjne. W praktyce jest to więc znacznie niższa kwota.

  • Zarzut korzystania z tzw. złotej karty PKP IC.

Odpowiedź przekazana red. Olszewskiemu: Karta została zakupiona [w 2018 r – przyp. własny] do celów służbowych, podobnie jak w roku 2016 i 2017. Takie same karty imienne były kupowane dla poprzedniego dyrektora – pana Grzegorza Gaudena. Koszt karty IC, która nie ma limitu przejazdów, w skali roku jest znacząco niższy niż koszt wszystkich przejazdów służbowych (przede wszystkim na trasie Kraków – Warszawa) na podstawie pojedynczych biletów, dlatego jest to istotna oszczędność dla budżetu Instytutu.

  • Zarzut korzystania z mieszkań służbowych w Warszawie i Krakowie.

Odpowiedzi przekazane red. Olszewskiemu: Specyfiką Instytutu Książki jest to, że ma statutową siedzibę w Krakowie, ale biura zarówno w Krakowie, jak i Warszawie. W tej sytuacji pracownikom w podróży służbowej można albo udostępnić miejsca noclegowe będące w dyspozycji Instytutu albo opłacić delegację (koszt hotelu, diet itd.) To pierwsze rozwiązanie jest ewidentnie tańsze i dlatego znalazło zastosowanie w przypadku dyrektora Jaworskiego. W takim przypadku nie następuje też przekroczenie limitów, od których można mówić o przychodzie podatkowym.

 

Instytut posiada w swej krakowskiej siedzibie 5 pokojów. Korzystają z nich tłumacze pracujący w ramach programu „Kolegium tłumaczy”, a także pracownicy Instytutu z biura warszawskiego (Instytut posiada biura w Krakowie i Warszawie), pracownicy czasopism patronackich i inni współpracownicy Instytutu w przypadku wykonywania obowiązków służbowych w Krakowie. Na tej właśnie zasadzie dyrektor Jaworski okazjonalnie korzystał z takiego pokoju służbowego w dniach wykonywania obowiązków służbowych w Krakowie. Nie ma jednak i nigdy nie było pokoju na „stałe zarezerwowanego dla Dariusza Jaworskiego”. Takie rozwiązanie obniża koszty działalności Instytutu Książki, ponieważ nie trzeba wynajmować miejsc noclegowych w hotelach w Krakowie.

Instytut Książki ma dwie siedziby: w Krakowie i Warszawie. W każdej z nich jest podobna liczba pracowników, a jeśliby wziąć pod uwagę dział czasopism patronackich, to w Warszawie jest ich zdecydowanie więcej. Nie ja to wymyśliłem. Nie wymyślił tego Premier Gliński. Formalną siedzibą jest Kraków, jednak zdecydowana większość spraw toczy się w Warszawie. To wymaga ciągłych podróży pomiędzy Krakowem a Warszawą. Generuje też koszty biletów, hoteli, diet. Wynajęcie mieszkania służbowego, z którego korzysta dyrektor i inni pracownicy, to optymalne rozwiązanie; podobnie jak i korzystanie przez warszawskich pracowników z pokoju w Krakowie.

W Krakowie, wbrew temu co red. Olszewskiemu mówi anonimowy (co jest znamienne) pracownik IK, bywam regularnie, najczęściej przez dwa dni. Te dni są precyzyjnie zaplanowane i wpisane do kalendarza, do którego ma wgląd wiele osób. Są oczywiście wyjątki, związane z licznymi zagranicznymi i krajowymi wyjazdami, urlopami i nielicznymi innymi nieobecnościami. Nie jest jednak prawdą, jak twierdzi anonimowy wydawca, że nie można się ze mną spotkać – ja przynajmniej nie przypominam sobie takiej sytuacji.

Grzegorz Gauden nie korzystał z pokoju w kolegium tłumaczy – jak niedwuznacznie sugeruje tekst red. Olszewskiego – ale wynajmował mieszkanie albo hotel.

Nie korzystał, bo… nie mógł. Kolegium bowiem zostało oddane do użytku 22 lutego 2016 r., czyli tuż przed zakończeniem pracy w IK przez G. Gaudena.

  • Jakie m.in. informacje, o które pytał red. Olszewski nie znalazły się w tekście? Podaję kilka.

 

  1. Moje wydatki (hotele w kraju i za granicą itd.) poprzez kartę służbową w latach 2016 - 2018 to nieco ponad 18 tys. zł. Dla porównania G. Gauden wydał w latach 2013-2015 ponad 210 tys. zł.
     
  2. Wysokość przyznanych mi nagród w latach 2016-2018 to 30 tys. zł; zaś wysokość nagród G. Gaudena w latach 2013-2015 to 65 tys. zł.

7.

Anonimowość to podstawowy „walor” tekstu red. Olszewskiego: anonimowy pracownik IK, anonimowy wydawca i anonimowy współpracownik Premiera Piotra Glińskiego, który to pracownik mówi m.in o spadającej roli Instytutu za granicą. A Grzegorz Gauden dorzuca, że mój następca zamknął uruchomione przez mnie programy, jak Polska Akademia Księgarstwa czy „Udostępnianie piśmiennictwa”.   

Odpowiedzią na zarzut tajemniczego „Anonima” niech będzie informacja o sztandarowym programie promującym polską literaturę za granicą „© Poland”: Porównując lata 2013 – 2015 do okresu 2016 – 2019 dostrzec można ponad 40-procentowy wzrost w liczbie złożonych wniosków, przyznanych grantów i finalnie wydanych książek. Zwiększeniu też uległa liczba języków, na które polskie książki zostały przetłumaczone oraz liczba krajów, w których zostały wydane. Było to możliwe, ponieważ dokonano zmiany regulaminu programu i zwiększono efektywność wydawanych pieniędzy (w latach 2013 – 2015 przyznano granty na kwotę 3,2 mln PLN, a w latach 2016 – 2019 – na kwotę 7,1 mln PLN). W roku 2019 wartość programu translatorskiego wrośnie do 4,5 mln, podczas gdy w 2015 r. wynosiła 2,5 mln zł.

A co można odpowiedzieć na słowa G. Gaudena? Chyba tylko to, że program „Udostępnianie piśmiennictwa” został zamknięty, bo był programem kompletnie nieudanym (stosunek efektów do kosztów). Z kolei PAK został zawieszony, a Ministerstwo analizuje aspekty prawne jego wznowienia.

O efektywność tych programów dziennikarz jednak nie zapytał. Tak jak nieistotne dla niego było to, że w latach 2016 – 2018 Ministerstwo i IK uruchomiły kilka nowych programów proczytelniczych i proliterackich, których wartość jest wielokrotnie wyższa i sięga poziomu kilkunastu milionów. Wśród nich są m.in.: startbookowy program „+książka” (od 2017 r. urodzone w Polsce dziecko otrzymuje książkę wraz z broszurą dla rodziców; od br. otrzymywać będzie książkę każdy przedszkolak, a od 2020 r. każde dziecko idące do szkoły) wraz z kampanią „Mała książka – Wielki człowiek”, „Czytaj PL” i „Upoluj swoją książkę” (wraz z Woblinkiem i KBF), „Partnerstwo dla książki”, „Agenci literaccy”, „Szkoła nowych tłumaczy” itd.

Ale o tych programach i projektach w „GW” nic się nie przeczyta.

***

Tak, kończy się moja kadencja pracy w Instytucie, a o przyszłości zadecyduje Premier Piotr Gliński. Każdą jednak decyzję Pana Premiera przyjmę ze spokojem i zrozumieniem.

Michał Olszewski, z którym miałem przyjemność (tak, przyjemność) pracować przez kilka lat w tych samych gazetach, przystąpił do pisania tekstu ze wspomnianą już tezą. I w jej udowadnianiu wykazał się wyjątkową „konsekwencją”. Można by więc powiedzieć, że wykazał się scholastyczną sprawnością. Można by, gdyby nie było to obraźliwe dla scholastyki.

 

 

                                                                                                                                                                 Dariusz Jaworski


Komentarze

Komentując naszą treść zgadzasz się z postanowieniami naszego regulaminu.
captcha

Poinformuj Redakcję

Jeżeli w Twojej okolicy wydarzyło się coś ciekawego, o czym powinniśmy poinformować czytelników, napisz do nas.

Twoich danych osobowych nie udostępniamy nikomu, potrzebujemy ich jedynie do weryfikacji podanej informacji. Możemy do Ciebie zadzwonić, lub napisać Ci e-maila, aby np. zapytać o konkretne szczegóły Twojej informacji.

Twoje Imię, nazwisko, e-mail jako przesyłającego informację opublikujemy wyłacznie za Twoją zgodą.

Zaloguj się


Zarejestruj się

Rejestrując się lub logując się do Portalu Księgarskiego wyrżasz zgodę na postanowienia naszego regulaminu.

Zarejestruj się

Wyloguj się