„Najdłuższy dzień” Corneliusa Ryana. Reportaż o D-Day, który czyta się jak gotowy scenariusz

Kto z nas nie oglądał epickiego fresku filmowego pod tym samym tytułem, w reżyserii Kena Annakina, Andrew Martona, Darryla F. Zanucka, Bernharda Wicki i Gerda Oswalda, który zdobył dwa Oscary. Pomysłodawcą scenariusza był właśnie Cornelius Ryan. Znakomity pisarz przedstawiający fakty dotyczące przygotowań do lądowania wojsk alianckich w Normandii z iście plastyczną dokładnością. Nikt, ani przed nim, ani po nim nie pisał tak o wojnie. Stąd ogromna popularność jego trylogii wojennej. Bo oprócz klasycznego „Najdłuższego dnia” napisał jeszcze także zekranizowany, tym razem przez Richarda Attenborough, monumentalny „O jeden most za daleko”. Trylogię dopełnia „Ostatnia bitwa” opublikowana w 1966 roku, a przetłumaczona na język polski w 1997 roku.

Ryan jest mistrzem w synchronicznym opowiadaniu, co przed datą lądowania 6 czerwca 1944 robiły obie strony. Pokazuje, jak wyglądały poszczególne etapy przygotowań wojsk alianckich i Niemców, cytując wypowiedzi ważnych osób: generałów, oficerów odpowiedzialnych za zaopatrzenie — a to dzięki swojemu reporterskiemu doświadczeniu. Ryan, z wykształcenia i fachu dziennikarz, przeniósł warsztat reporterski na poletko literatury faktu, tworząc wzorzec tzw. historii ludzkiej (human-interest history). Autor zrezygnował z jednostronnej, alianckiej propagandy. W równym stopniu oddaje głos żołnierzom amerykańskim czy brytyjskim, francuskim cywilom z ruchu oporu, jak i niemieckim obrońcom (w tym feldmarszałkowi Rommlowi). Oddaje prawdę historyczną, nie szczędząc przy tym gorzkich słów pod adresem alianckiego dowództwa, ale równoważy to krytyką niemieckiego OKW.

Krótkie sekwencje opisywanych zdarzeń potęgują dramatyzm tamtych dni, poprzedzających ten dzień najważniejszy — D-Day. Ryan mistrzowsko kreśli wypowiedzi, oddaje atmosferę tamtych wydarzeń; ukazuje gorączkowe reakcje niemieckiego dowództwa wojskowego w Paryżu, Caen czy Belgii, by po chwili przekazać szczegóły przygotowań brytyjskiej 6. Dywizji Powietrznodesantowej.

Nikt z taką precyzją jak on nie łączył wypowiedzi matek i żon walczących żołnierzy z aurą towarzyszącą wiadomościom radiowym, prasowym czy agencyjnym dotyczącym walk toczących się na wybrzeżu Normandii. Dla aliantów było to być albo nie być, gra toczyła się bowiem o najwyższą stawkę — o to, czy gigantyczny wysiłek logistyczny i wojskowy przeistoczy się w szalę zwycięstwa nad niemieckimi armiami stacjonującymi we Francji, co skróci drogę do zakończenia tej krwawej wojennej hekatomby. Dla Niemców porażka oznaczała otwarcie dróg dla wojsk alianckich do niemieckich granic oraz bezwarunkową klęskę Rzeszy Hitlera.

Przeczytajcie koniecznie „Najdłuższy dzień”, bo to wrażenie, jakbyście uczestniczyli niczym statyści na planie filmowym, a książka stanowi dodatkowo gotowy scenariusz.

O książce

  • Autor: Cornelius Ryan

  • Tytuł: „Najdłuższy dzień”

  • Tytuł oryginału: „The Longest Day”

  • Przekład: Tadeusz Wójcik

  • Wydawca: Dom Wydawniczy REBIS — wznowienie z 2025 roku, 272 strony, oprawa miękka ze skrzydełkami

„Najdłuższy dzień” to pierwsza część wojennej trylogii Corneliusa Ryana, którą tworzą jeszcze „O jeden most za daleko” i „Ostatnia bitwa”. Film na podstawie książki powstał w 1962 roku i zdobył dwa Oscary — za zdjęcia czarno-białe i efekty specjalne.

Autor recenzji: Gabriel Leonard Kamiński.