Ogólnopolska Izba Księgarń
Ewa Mukoid, "Książka dla Ciebie"

Ewa Mukoid, "Książka dla Ciebie"

Rozmowa z Ewą Mukoid, autorką "Książki dla Ciebie": To nie jest książka dla każdego. Nie dla wszystkich, nie dla każdego taka sama, tylko to książka, którą współtworzysz ty sam.

Udostępnij

Redakcja Portalu Księgarskiego przedstawia rozmowę z Ewą Mukoid, filozofką, doktorem nauk humanistycznych, mentorką i coachem. Praktykuje coaching jako filozofię sensownego życia i sztukę szczęścia. Członek International Coach Federation (i jej dyrektor ds. edukacji i akredytacji), European Mentoring & Coaching Council i Polskiej Izby Coachingu. Założycielka i dyrektor Instytutu Komunikacji i Rozwoju MUKOID. Autorka książek: Filozofia zła. Nabert, Marcel, Ricouer, Wodnik. Adagio, Folia Melancholia, Najdziwniejsza przyjaciółka oraz podręczników dla studentów coachingu.

Gabriel eonard Kamiński Czy mogłaby Pani zdradzić naszym czytelnikom, co kryje się pod  tytułem „Książka dla Ciebie”?

Ewa Mukoid: No właśnie, już w samym tytule tkwi sedno całej sprawy. Że to nie jest książka dla każdego, ale właśnie konkretnie dla ciebie. Nie dla wszystkich, nie dla każdego taka sama, tylko taka książka, którą współtworzysz ty. Ja proponuję w niej coś w sposób maksymalnie nieinwazyjny i maksymalnie otwarty, żeby to dopasować ją do ciebie i twoich możliwości. Żebyś, po pierwsze znalazł/ła siebie, bo to jest najważniejsze, takie starożytne – poznaj samego siebie, a później dopiero zastanowiłbyś/łabyś się „gdzie jesteś?”, bo jesteś w jakimś konkretnym miejscu. To też wpływa na to kim jesteś i dopiero wtedy można pomyśleć, „gdzie chcesz być”, „co chcesz ze sobą zrobić?” - gdzie chcesz siebie przenieść? I teraz rzecz dla niektórych najtrudniejsza – Jak to zrobić i od czego zacząć?

Gabriel Leonard Kamiński: A co zrobić z takimi nieprzekonanymi, którzy powtarzają jak mantrę, ale ja nie mam na to czasu. Mam takich wśród swoich znajomych, studentów?

Ewa Mukoid: To znaczy, że nie jest to dla nich ważne! Bo jeżeli jest to dla ciebie bardzo ważne, to znajdziesz na pewno na to czas. Tutaj możemy przytoczyć przykład zakochania, się albo wielkiego głodu, wielkiego pragnienia, albo snu. Niestety albo stety zostawiasz wszystko i robisz to co jest dla ciebie najważniejsze. Jeżeli znajdziesz to co rzeczywiście chcesz, a dla mnie to co chcesz, to znaczy, to co kochasz. I wtedy raczej nie szukasz wymówek, tylko szukasz rozwiązania, jak to zrobić. I oczywiście można to robić w sposób uciążliwy i ja wiem coś o tym, bo dotychczas bardzo uciążliwie robiłam wszystkie moje rzeczy, ale teraz mam nadzieję, że będzie zupełnie inaczej. Bo chodzi oto aby znaleźć swój własny sposób, to znaczy taki w których tym najlepiej się organizujesz. I tutaj nie ma reguł, że na przykład rób to systematycznie codziennie przez godzinę, bo dla kogoś innego wystarczy raz w miesiącu pięćdziesiąt godzin. I nie chodzi tu o ilość, tylko o to co u mnie działa, jak to u mnie działa...no i później robić to pamiętając, o tym, że to jest to, co kocham, co chce naprawdę. To tak bardzo w skrócie, można powiedzieć, że jest to proste, bo jak wiemy najtrudniejsze rzeczy w życiu to są te proste.

Gabriel Leonard Kamiński: No tak, ale zawsze musi być ten pierwszy krok?

Ewa Mukoid: No tak..

Gabriel Leonard Kamiński: Mam taki przykład ze swojej rodziny, że kiedy jedna z moich krewnych cierpiała na bulimię, to wszyscy dookoła unikali tego tematu, sądząc, że sama sobie poradzi. Kiedy chciałem o tym rozmawiać z nią to zabraniano mi tego

Ewa Mukoid: To jest to co ja też dostrzegam, nie potrzebny strach. Strach jest naprawdę nie potrzebny. Nie wiadomo skąd go mamy? Pewnie po jakichś naszych przodkach żyjących w sawannach, czy gdzieś tam uciekających przed lwami, ale lepiej może wpierw spróbuj, no co najwyżej próba się nie uda, bardzo często strach powstrzymuje nas przed czego później żałujemy. Wydaje mi się, że ludzie żałują więcej tego czego nie zrobili niż tego co zrobili! Właśnie takiego powstrzymania, zatrzymania się na progu, a może się nie uda, a może będzie bolało, a może komuś sprawię przykrość. No, a zakładając pozytywne intencje jednak, taka proaktywna postawa, typu „spróbuję najwyżej się nie uda, będzie się tym martwić później, jeśli się udało, ale po co martwić się z góry i od razu podcinać tą gałąź, też żywotne soki, które sprawiają, że właśnie może jednak warto coś zrobić, pójść do przodu. Więc niemniej moje podejście jest takie, że póki życie trwa, póty
przeszłość jest przeszłością, a najważniejsza jest przyszłość A nie rozpamiętywanie, co zrobiliśmy. albo czego nie zrobiliśmy w przeszłości, tylko to co teraz,na bazie tego co mam.

Gabriel Leonard Kamiński: Jak przekonać ludzi , pokazać im, żeby się na siebie otworzyli? Usłyszałem ostatnio od studentów, a pytałem ich, dlaczego są tacy zamknięci, pasywni na zajęciach, a oni mi tłumaczą, że to jest taki sposób na życie, bo jak się otworzą, to ludzie to odczytają jako słabość? I to jest ich taka samoobrona.

Ewa Mukoid: Ja wierzę, że panaceum, tym, co może działać w tym wypadku jest rozmowa. Komunikacja., która idzie w kierunku skomunikowania się z samym sobą, tzn. „pomyśl o sobie, czy ty tej drugiej osobie życzysz źle”? A jeżeli życzysz, to nie oczekuj, że ona ci będzie dobrze życzył. Ale zakładając, że nie. Nie wiem, pewnie też i tak do pewnych rzeczy trzeba dojrzeć i pewnie jest też kwestia warunków, środowiska. Na pewno szkoła i przygotowanie do życia zawodowego nie sprzyjają temu, żeby odejść od zachowań rywalizacyjnych, konkursowych, ławkowych. Na pewno talie działania systemowe, ale nie można się po nich spodziewać w najbliższym czasie jakich widocznych rezultatów. Także mimo wszystko zostaje jednak rozmowa, np. rozmowa indywidualna. Nie wiem czy myśli Pan o studentach, o jako jakiejś konkretnej grupie, czy osobach?

Gabriel Leonard Kamiński: Nie, o konkretnych osobach, ale też o grupie, bo od dwóch lat mam zajęcia i zauważam taką asekurację z ich strony…szczególnie w relacji wykładowca-student. I wydaje mi się, że siedząc w ławkach jak uczniowie, boją się zabierać samodzielnie głos, nie chcą rozmawiać...pewnie jest to wynikiem takiego, a nie innego systemu edukacji. Ale oni mają więcej możliwości niż moje pokolenie; mogą wyjechać, mają stypendia zagraniczne, mogą pracować w firmie swoich rodziców...

Ewa Mukoid: To jest niesamowite, mają różne wyjścia z sytuacji, a przy okazji są tak, a nie inaczej sformatowani przez system na indywidualny sukces. Albo nawet jeżeli nie wmawiają im, że są najlepsi, to wmawiają im, że powinni być najlepsi. A w każdym razie, że powinno coś osiągnąć, teraz, tu i szybko i samodzielnie. I jeżeli już mówimy o ekologii, to mówimy o niej w zupełnym oderwaniu od ludzkiej społeczności. Od tego, że ekologia, to znaczy, że mój sukces zależy od ciebie i że twój sukces zależy ode mnie. I jeżeli ja osiągnę go twoim kosztem, to nie będzie to sukces tak naprawdę, tylko twoja porażka, a mnie to też umniejszy. Więc na pewno nie chodzi tu tylko o coś takiego jak wspólnotowość czy społecznikostwo ale takie szersze spojrzenie na człowieka. I myślę, że druga rzecz to jest kwestia uważności. To jest kwestia zatrzymania się w tym pędzie doczesności i chwilę zastanowienia się o co mi chodzi, kim ja jestem. I wówczas pewne rzeczy jeśli się im pozwoli żeby się one przebiły, to one się przebiją do świadomości.

Gabriel Leonard Kamiński: Intryguje mnie jedna rzecz z Pani biografii. Napisała w niej Pani, iż uczyniła z coatchingu pasje i sposób na życie? Jak to można rozumieć?

Ewa Mukoid: Tak, bo mnie coatching rzeczywiście zmienił pod tym względem, akurat teraz odpowiadając na pana pytania czuję się zobligowana dawać co w rodzaju jakiś mądrych recept czy przepisów ale one nadal nie są receptami. Coatching jest przede wszystkim słuchaniem, jest umiejętnością dostrzegania różnorodności i jest przede wszystkim takim świadomym uznaniem, „nie wiem mogę się mylić” i równocześnie uznaniem waloru tego, dostrzeżeniem tego, że to jest fajne, że mogę się mylić, że coś mnie może zadziwić. Mogę się dowiedzieć czegoś zupełnie nowego., coś co całkowicie może zmienić mój pogląd, na coś innego. Jest to taka bardzo fajna i sprzyjająca radości postawa. Sprzyjająca właśnie, zarówno przyjemności obcowania z ludźmi, bo się ich nie boimy, nawet jeżeli coś nie wyjdzie, to to jest jednak doświadczenie, a z drugiej strony
daje to ogromną wyrozumiałość dla samego siebie. I to jest coś, czego tym studentom również brakuje, żeby tak sobie wyluzowali i powiedzieli: „hej nie musi mi się natychmiast udać”. Coatchowie wyróżniają się spośród różnych środowisk autentyczną radością. I jak prowadzę zajęcia ze studentami, który chcą specjalizować się później w coatchingu, to wręcz mówię, im, że jest to jedno z kryteriów dobrego coatchingu, bo to ma przynosić radość. Chociaż po drodze mogą być łzy, wściekłość lub przygnębienie ale tak suma summarum, to powinno ci przynosić radość. Jeżeli nie idziesz na to spotkanie z radością i nie wychodzi z niego z radością, to coś jest nie tak. To nie jest to coatching. Albo to nie jest klient dla ciebie, albo ty zagubiłeś coś w sobie lub czegoś w sobie nie znalazłeś. Bo oto w tym chodzi, że to jest sztuka dokopywania się do czegoś głębokiego i prawdziwego, czego efektem ubocznym jest radość. To nie jest poszukiwanie radości czy szczęścia, tylko to szczęście i radość, to jest jak gdyby naturalny skutek uboczny, ale taki naturalny jak Co2 jest wynikiem spalenia węgla.

Gabriel Leonard Kamiński: Takie tradycyjne już pytanie dla naszych czytelników naszego Portalu,. Gdyby Pani miała w paru zdaniach jako autorka, a mamy takie czasy, że odrobina autoreklamy nikomu nie zaszkodzi, dlaczego powinni sięgnąć właśnie po Pani książkę,co by im Pani powiedziała?

Ewa Mukoid na Warszawskich Targach Książki

Ewa Mukoid: Powiedziałabym im, że właśnie znajdą tam siebie i znajdą tam radość. mimo, że pewnie każdy z nas w głębi duszy przekonany jest, iż jest fantastycznym, bo i pewnie jest fantastyczny, ale dzięki tej książce odkryją to, co jest podstawą ich nadzwyczajności, ich wspaniałości. Pomoże im ona świadomie z tego korzystać, to znaczy świadomie wykorzystywać to, co jest w nich najlepsze, najwspanialsze. Odnaleźć to czego efektem jest radość i to pielęgnować.
Początkowo myślałam, że to jest, jak ktoś mówił „książka do pracy”. To nie jest książka do pracy. To jest książka do zabawy. To samo co napisałam we wstępie, teraz bym wykreśliła, bo wcale nie trzeba realizować jej po kolei, nie trzeba systematycznie, wcale nie trzeba jedno na jeden dzień…
Rób jak chcesz, autor napisał książkę, ale tak naprawdę,  to później jest ona własnością czytelników, więc nawet jeżeli autor w swojej mędrkowatości początkowej wydawało by się radzi, że czytaj tą książkę tak a nie inaczej, nie czytaj ją tak jak chcesz i rób z nią dokładnie to co chcesz!

Z Ewą Mukoid, doktorem nauk humanistycznych, filozofem i przedsiębiorcą, autorką książek i artykułów, rozmawiał redaktor Portalu Księgarskiego Gabriel Leonard Kamiński

 

 


Komentarze

Komentując naszą treść zgadzasz się z postanowieniami naszego regulaminu.
captcha

Poinformuj Redakcję

Jeżeli w Twojej okolicy wydarzyło się coś ciekawego, o czym powinniśmy poinformować czytelników, napisz do nas.

Twoich danych osobowych nie udostępniamy nikomu, potrzebujemy ich jedynie do weryfikacji podanej informacji. Możemy do Ciebie zadzwonić, lub napisać Ci e-maila, aby np. zapytać o konkretne szczegóły Twojej informacji.

Twoje Imię, nazwisko, e-mail jako przesyłającego informację opublikujemy wyłacznie za Twoją zgodą.

Zaloguj się


Zarejestruj się

Rejestrując się lub logując się do Portalu Księgarskiego wyrżasz zgodę na postanowienia naszego regulaminu.

Zarejestruj się

Wyloguj się