Bezglutenowa mama
Jest polsko-niemiecki podręcznik do historii, ale kiedy trafi do szkół?

Jest polsko-niemiecki podręcznik do historii, ale kiedy trafi do szkół?

Jest polsko-niemiecki podręcznik do historii, ale kiedy trafi do szkół?

Udostępnij

Polsko-niemiecki podręcznik do historii „Europa. Nasza Historia” jest już gotowy, ale ciągle jeszcze nie trafił do szkół w Polsce. Kulisy prac nad projektem ujawnia w rozmowie z DW Robert Traba*.

Deutsche Welle: Panie profesorze, w tym roku ukazał się ostatni, czwarty tom polsko-niemieckiego podręcznika do historii „Europa. Nasza Historia”. Jako polski współprzewodniczący Wspólnej Polsko-Niemieckiej Komisji Podręcznikowej miał Pan decydujący wpływ na przebieg prac i ostateczny kształt tej publikacji. Czy ma Pan poczucie sukcesu?

Robert Traba: Tak, to jest sukces. Fakt, że udało się nam stworzyć wspólny polsko-niemiecki podręcznik, szczególnie czwarty tom (obejmujący okres od wybuchu II wojny światowej do czasów współczesnych - red.), jest ewenementem na skalę międzynarodową. Dotychczasowe podręczniki opierały się na narodowej tradycji edukacyjnej.

Wspólny podręcznik jest projektem politycznym, zainicjowanym w 2008 r. przez ówczesnych ministrów spraw zagranicznych Polski i Niemiec - Radosława Sikorskiego i Franka-Waltera Steinmeiera. Czy polscy i niemieccy eksperci pracujący nad podręcznikiem mieli wolną rękę, czy też podlegali naciskom ze strony rządów pragnących wpłynąć na treść książki?

- Mimo zmian politycznych, grupa ekspertów od początku do końca mogła pracować w pełni autonomicznie. Czynniki polityczne nigdy nie próbowały ingerować w treść podręcznika. Oba rządy sprawowały natomiast pieczę nad całością projektu i finansami.

Co jest mocną stroną polsko-niemieckiego podręcznika? Czym różni się on od innych pozycji dostępnych na rynku? Dlaczego nauczyciel powinien wybrać właśnie tę książkę?

- W przeciwieństwie do tradycyjnych podręczników, „Europa. Nasza Historia” jest podręcznikiem bilateralnym, wykorzystującym doświadczenia dydaktyczne obu krajów. To pozwoliło uzyskać nową wartość i nową jakość w prezentacji źródeł, ilustracji czy map.

A konkretnie?

- Fundamentalną nowością jest przedstawienie wydarzeń w sposób kontrowersyjny i uwzględniający różne perspektywy. Wielość interpretacji umożliwia zarówno nauczycielowi, jak i uczniom konfrontację z różnymi źródłami, co pozwala na wyrobienie sobie własnego zdania na dany temat.

Dzięki podręcznikowi niemieccy uczniowie zdobędą większą wiedzę o Polsce i Europie Wschodniej, a Polacy skorzystają na doświadczeniach dydaktycznych Niemców. Beneficjentami są obie strony.

Celem podręcznika wskazanym w „Zaleceniach” opracowanych przez Radę Ekspertów ma być ukazanie „zróżnicowania Europy i pluralizm europejskiej pamięci” oraz zachęcanie uczniów do „krytycznego patrzenia na przeszłość”. Czy nie naraża się Pan na zarzut, że dopuszczając różne punkty widzenia, relatywizuje Pan historię?

- Przedstawienie różnych punktów widzenia to nie relatywizacja. To raczej piorunochron zapobiegający ideologizacji historii. To instrument lepszego zrozumienia procesów historycznych.

Jakie wydarzenia czy postaci sprawiały ekspertom najwięcej trudności? Napoleon czy może Stauffenberg? W historii nie brak postaci ocenianych różnie przez Polaków i Niemców.

- Twórcy podręcznika przyjęli zasadę: nie indoktrynujemy uczniów, lecz uczymy ich rozumienia historii. Kontrowersyjność pomaga w lepszym zrozumieniu przeszłości. Żeby pozostać przy Stauffenbergu (Claus Schenk von Stauffenberg – organizator zamachu na Hitlera 20 lipca 1944 r.- red.). Przedstawiając członków ruchu oporu w Niemczech, nie ukrywaliśmy, że ich poglądy do pewnego momentu były wręcz skrajnie wrogie wobec Polaków. Zamieściliśmy cytaty z pogardliwych wypowiedzi Stauffenberga o Polakach. W historii nic nie jest czarno-białe.

W niemieckich podręcznikach, poza dwoma wyjątkami, nie były praktycznie obecne ani okupacja Polski, ani Powstanie Warszawskie. Nasz podręcznik wprowadza te tematy do dyskusji. Mowa jest też o Polskim Państwie Podziemnym. To były przedtem białe plamy. Dominowały wojna na wyniszczenie i Holokaust.

Podczas prac nad podręcznikiem w Polsce miała miejsce reforma szkolnictwa. Polsko-niemiecki podręcznik pierwotnie był przeznaczony dla gimnazjów i pierwszej klasy liceum. Po reformie ma być wprowadzony od klasy piątej szkoły podstawowej. Czy ta zmiana bardzo utrudniła pracę?

- Zmiana była zaskoczeniem i wymagała od wydawcy - Wydawnictw Szkolnych i Pedagogicznych (WSiP) wielkiego wysiłku. Dla potrzeb szkoły podstawowej podręcznik musiał zostać odchudzony,, ale i tak jest nadal zbyt obszerny.

 

W Niemczech, poza Bawarią, podręcznik jest już dopuszczony do użytku szkolnego, natomiast w Polsce znajduje się ciągle na etapie recenzji. Skąd wynika ta czasowa rozbieżność?

- W Polsce obowiązują inne przepisy. Każdy tom w miarę ukazywania się był oddzielnie zatwierdzany i dopuszczony do użytku, ale nie jako podręcznik, lecz jako materiał pomocniczy (edukacyjny). Po opublikowaniu czwartego tomu, całość została ponownie oddana do recenzji, aby uzyskać status podręcznika. Czekamy na recenzję czwartego tomu. Według mnie powinna to być formalność, bo podręcznik spełnia wszystkie wymogi.

Czy w obecnej sytuacji politycznej w Polsce polsko-niemiecki podręcznik ma rację bytu, czy raczej padnie ofiarą polityki? Minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek zapowiedział unarodowienie edukacji i nauki oraz walkę z „Pedagogiką wstydu”.

- Czy podręcznik się przyjmie? Nie wiem. Ani w Polsce, ani w Niemczech nie widzę dzisiaj takiego entuzjazmu jak w 2008 r. Wtedy obie strony były przekonane, że wspólny podręcznik to kamień milowy. W centrum uwagi są obecnie inne sprawy. A przecież podręcznik ma wszelkie predyspozycje, by być flagowym projektem obu rządów. Jego podstawą jest dialog.

A sytuacja w Polsce?

- W Polsce na razie dużo mówi się o zmianach programowych, ale dzieje się niewiele. Chciałbym, żeby skończyło się na deklaracjach. Bo jeżeli zmiany pójdą w kierunku dychotomii „pedagogika wstydu” – „duma narodowa”, to ten podręcznik nie ma racji bytu. Stosunek do podręcznika będzie papierkiem lakmusowym dla tego rządu. Przypominam, że po 2015 r. nie było żadnego kryzysu w pracy nad podręcznikiem. Jeżeli minister Czarnek wprowadzi swoje zapowiedzi w życie, będzie to oznaczało, że myślenie historyczne zastąpi indoktrynacja narodowa.

Rozmawiamy na krótko przed zwołanym na 4 grudnia posiedzeniem Wspólnej Polsko-Niemieckiej Komisji Podręcznikowej Historyków i Geografów, na którym po 13 latach zrezygnuje Pan z funkcji współprzewodniczącego. Czym motywowana jest ta decyzja? Dlaczego właśnie teraz?

- Uznałem, że po 13 latach kierowania tym zasłużonym gremium powinienem z czystej przyzwoitości przekazać pałeczkę następcy. Zakończenie projektu podręcznikowego, któremu poświęciłem 12 lat zawodowego życia, jest symbolicznym finałem i tym samym dobrą okazją do zmiany warty. W przededniu 50-lecia istnienia (2022) Komisja ma szansę na wzbogacenie swojej działalności.

Rozmawiał Jacek Lepiarz

*Robert Traba - historyk i politolog. Od roku 2007 jest współprzewodniczącym Wspólnej Polsko-Niemieckiej Komisji Podręcznikowej. W latach 2006-2018 kierował Centrum Badań Historycznych PAN w Berlinie. Obecnie profesor w Instytucie Studiów Politycznych PAN w Warszawie. Przed 30 laty założył Wspólnotę Kulturową „Borussia”.

źtódło: https://www.dw.com


Komentarze

Komentując naszą treść zgadzasz się z postanowieniami naszego regulaminu.
captcha

Poinformuj Redakcję

Jeżeli w Twojej okolicy wydarzyło się coś ciekawego, o czym powinniśmy poinformować czytelników, napisz do nas.

Twoich danych osobowych nie udostępniamy nikomu, potrzebujemy ich jedynie do weryfikacji podanej informacji. Możemy do Ciebie zadzwonić, lub napisać Ci e-maila, aby np. zapytać o konkretne szczegóły Twojej informacji.

Twoje Imię, nazwisko, e-mail jako przesyłającego informację opublikujemy wyłacznie za Twoją zgodą.

Zaloguj się


Zarejestruj się

Rejestrując się lub logując się do Portalu Księgarskiego wyrżasz zgodę na postanowienia naszego regulaminu.

Zarejestruj się

Wyloguj się