Bruno Schulz Festiwal 2017

Bruno Schulz Festiwal 2017

Relacje z Bruno Schulz. Festiwal – dzień czwarty

Udostępnij

Czwarty dzień Bruno Schulz. Festiwal to już historia. Za nami spotkania pokazujące siłę kobiet. Najpierw w rozmowie Irka Grina z Martą Leśniakowską i Małgorzatą Omilanowską książka „Architektki” była tylko pretekstem do rozmowy o roli kobiety w społeczeństwie. Następnie Tereza Boučkova ze wsparciem Justyny Tymon i Olgi Czernikow opowiedziała o swojej walce – najpierw z depresją, którą opisała w książce „Rok koguta”, i po wydaniu jej w Czechach z opinią publiczną.

Spotkanie o przedwojennych architektach (żydowskich i nie tylko) zaczęliśmy z krótkim opóźnieniem, które było spowodowane niespodzianką! Krzysztof Maj (dyrektor generalny Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016), reprezentując prezydenta Rafała Dutkiewicza, uhonorował prof. Małgorzatę Omilanowską medalem Europejskiej Stolicy Kultury Wrocław 2016. To dzięki niej Wrocław miał bowiem zagwarantowane finansowanie.

A dyskusja rozpoczęła się od sławetnych statystyk opublikowanych w brytyjskim „The Architects’ Journal” z 2014 roku, mówiących o udziale architektek w zawodzie. Dwie trzecie są dyskryminowane ze względu na płeć, a ponad połowa zarabia mniej na tym samym stanowisku co mężczyźni. Skąd w XXI wieku takie problemy? Historyczki sztuki doszukiwały się odpowiedzi właśnie w historii.  Całe życie było oparte na scenariuszu patriarchalnym, to Adam zbudował dom dla Ewy, to mężczyzna jest stworzony do kreowania wartości wyższego rzędu. Niektóre zawody po prostu nie były dla kobiet, w czym przodowała architektura. Zmieniło się to w 1909 roku na świecie, a w 1915 roku w Polsce – pierwsze architektki rozpoczęły wówczas studia. Ale już w końcówce XIX wieku kobiety powoli otwierały sobie drogę do swoich praw. W Stanach Zjednoczonych pojawiło się zjawisko „domowych inżynierek”, które to amatorsko projektowały przestrzenie domów dopasowane do ich, czyli kobiecych potrzeb – architekci mężczyźni zaczęli wdrażać te pomysły do swoich projektów. Pierwszą absolwentką architektury na Politechnice Warszawskiej (w 1922 roku) była Jadwiga Dobrzyńska, o której pojawiła się nawet notka w prasie, gdzie nazwano ją „architektoniczką”. Terminem używanym do końca II wojny światowej i usuniętym przez komunistów była zaś „architektka”. Zdecydowana większość pierwszych architektek to były Żydówki, z małych, kresowych sztetli, często z ortodoksyjnych rodzin. Po studiach nie wracały do rodzinnych miasteczek, robiły karierę w wielkich miastach, często emigrowały do Palestyny i tam budowały Tel Awiw. W okresie międzywojennym kobiety projektowały głównie architekturę modernistyczną, bardzo nowoczesną i odkrywczą.

Mimo tego kobiety były i są spychane jedynie do roli designerek, a nie konstruktorek. Bardzo mało robi habilitację, wiele już odpada tuż po studiach – trudno im pogodzić pracę z macierzyństwem. A przecież kobietom zawdzięczamy bardzo dużo, przede wszystkim funkcjonalność i aspekt społeczny, humanitarny w architekturze. Architektki górą!

O godzinie 19.00 rozpoczęło się zaś spotkanie z Terezą Boučkovą, organizowane we współpracy z Wrocławskim Domem Literatury i wydawnictwem Afera. Jej tematem była wydana w Polsce po ponad dziesięciu latach od powstania książka „Rok koguta”, będącą historią upadku rodziny autorki.

Do zdarzeń opisanych w książce doszło w latach 2005-2006, kiedy to trwał chiński rok koguta; symboliczne jest też to, że autorka również urodziła się w tym roku (1957). Boučkova adoptowała dwóch synów, mających romskie pochodzenie. Kiedy chłopcy dorośli, zaczęli stwarzać problemy wychowawcze. Okradali rodziców, brali narkotyki, uciekali z domu; przyczyniło się to do depresji autorki. Wsparcie odnalazła w mężu, sztuce, znajomych. Radziła sobie bez terapeutów poprzez pisanie. Stworzyła cztery wersje książki w ciągu niecałych czterech lat. Kiedy przepisywała po raz kolejny swoje przeżycia, to wszystko wracało, co było swoistą antyterapią.

W trakcie wydarzenia miało miejsce ciekawe zjawisko… ochrzciliśmy książkę według czeskiego wzoru, polewając ją szampanem. Do tego Tereza Boučkova, od czterdziestu lat dumna członkini żydowskiego chóru, namówiła uczestników do wspólnego śpiewania. To kolejny argument potwierdzający, że Bruno Schulz. Festiwal to wydarzenie nie tylko literackie.

Maja Szyma

fot. Max Pflegel


Komentarze

Komentując naszą treść zgadzasz się z postanowieniami naszego regulaminu.
captcha

Poinformuj Redakcję

Jeżeli w Twojej okolicy wydarzyło się coś ciekawego, o czym powinniśmy poinformować czytelników, napisz do nas.

Twoich danych osobowych nie udostępniamy nikomu, potrzebujemy ich jedynie do weryfikacji podanej informacji. Możemy do Ciebie zadzwonić, lub napisać Ci e-maila, aby np. zapytać o konkretne szczegóły Twojej informacji.

Twoje Imię, nazwisko, e-mail jako przesyłającego informację opublikujemy wyłacznie za Twoją zgodą.

Zaloguj się


Zarejestruj się

Rejestrując się lub logując się do Portalu Księgarskiego wyrżasz zgodę na postanowienia naszego regulaminu.

Zarejestruj się

Wyloguj się